ŚWIADEK ZAGŁADY
ŚWIADEK ZAGŁADY KARSKI W GETCIE WARSZAWSKIM KARSKI W OBOZIE
KARSKI W OBOZIE

Karski w obozie, Izbica Lubelska, lato 1942 r. (cz.1)

Na trzeci dzień po mojej powtórnej wyprawie do getta warszawskiego przywódca Bundu znów zorganizował spotkanie. […].
- Jesteśmy wdzięczni za pana wizyty w getcie. Ten "egzamin" udał się bardzo dobrze. Chcemy teraz zaproponować coś bardziej niebezpiecznego, ale dla nas posiadającego ogromne znaczenie. Chcemy pana wprowadzić do obozu w Bełżcu. Mamy już gotowy plan. To powinno się udać. Czy się pan zgadza? […]
Do obozu miałem się dostać przebrany w mundur strażnika ukraińskiej formacji pomocniczej SS. Ukraińcy, podobnie jak Łotysze i Estończycy, byli wykorzystywani jako strażnicy w obozach niemieckich. Przez cały czas miał mi towarzyszyć inny strażnik ukraiński. To on miał dostarczyć mundur i dokumenty kolegi, który akurat tego dnia będzie miał wolne. Wszystkie te „przysługi” zostały sowicie opłacone. Jak zapewniał mnie bundowiec, cała operacja została starannie przygotowana i nie grozi mi niebezpieczeństwo.[…] Zgodziłem się.
Wyznaczonego dnia spotkałem w okolicy Dworca Głównego w Warszawie przewodnika, który miał mnie eskortować. […] Pociągiem dojechaliśmy do Lublina. Tam czekała na nas furmanka. […] Dotarliśmy do miasteczka dobrze po południu. Mój przewodnik odprawił furmana i sami poszliśmy pieszo do niewielkiego sklepu żelaznego. […] Po godzinie w sklepiku zjawił się strażnik, który miał mnie zabrać do obozu.[…] Obóz leżał w odległości około dwóch kilometrów od sklepiku. […]
Uderzyła nas fala fetoru. Dochodziliśmy. […] Przed nami wyłoniła się brama.
Obóz, jak się zorientowałem, obejmował teren około półtora kilometra kwadratowego płaskiego terenu. Otoczony był solidnym ogrodzeniem z drutu kolczastego, rozpiętego kilkoma rzędami pomiędzy drewnianymi słupami. Ogrodzenie miało ponad dwa i pół metra wysokości. Po zewnętrznej stronie przechadzały się patrole w odstępach około pięćdziesięciometrowych. Po stronie wewnętrznej strażnicy z bronią stali co jakieś piętnaście metrów.Za drutami stało kilkanaście baraków. Przestrzeń pomiędzy nimi wypełniał gęsty, falujący tłum. Więźniowie tłoczyli się, przekrzykiwali. Z kolei strażnicy starali się utrzymywać ich we względnym porządku. […]
Po lewej stronie od bramy […] był tor kolejowy, a właściwie rodzaj rampy. Prowadził od niej do ogrodzenia chodnik zbity z desek. Na torowisku stał pociąg złożony z około trzydziestu wagonów towarowych. Były brudne i zakurzone. [...]
Tłum pulsował jakimś obłędnym rytmem. Wrzeszczeli, machali rękami, kłócili się i przeklinali. Zapewne wiedzieli, że niedługo odjadą w nieznane, a strach, głód i pragnienie potęgowały uczucie niepewności i zwierzęcego zagrożenia. Ludzie ci zostali wcześniej ograbieni z całego skromnego dobytku, jaki im pozwolono zabrać ze sobą w tę podróż. Było to pięć kilogramów bagażu. […]
Pobyt w obozie nie trwał długo. Zazwyczaj nie dłużej niż cztery dni. Potem pakowano ich w wagony na śmierć. Podczas pobytu w obozie prawie nie otrzymywali jedzenia. Zdani byli na własne zapasy.
Baraki obozowe mogły pomieścić mniej więcej połowę więźniów. Drugie tyle pozostawało na dworze. Powietrze wypełniał odór ludzkich odchodów, potu, brudu i zgnilizny.[…]
J. KARSKI, TAJNE PAŃSTWO, WARSZAWA 2004, S. 258-259.

Karski w obozie, Izbica Lubelska, lato 1942 r. (cz.2)

Nie wiem, jak długo tam stałem. Byłem świadkiem scen, które zapamiętam do końca życia. […]
Oficer SS, odpowiadający zapewne za załadunek, stanął przed tłumem Żydów. Nogi rozstawił szeroko.
- Ruhe! Ruhe! Spokój! – wrzasnął. – Wszyscy Żydzi mają wejść do wagonów. Pojedziecie tam, gdzie jest dla was praca. Ma być porządek. Nie wolno się pchać ani opóźniać załadunku. Kto będzie wywoływał panikę albo stawiał opór, zostanie zastrzelony.
Przerwał i wbił wzrok w masę ludzką przed sobą. Spokojnie zaczął otwierać kaburę pistoletu. Wyjął broń. Pierwsze szeregi Żydów zaczęły się cofać. Niemiec zaśmiał się i oddał trzy strzały w tłum. W grobowej ciszy rozległ się przeszywający krzyk. Spokojnie schował pistolet. -A teraz do wagonów! Raus! – wrzasnął.
A tłum zamarł. Z tyłu rozległy się strzały. Ludzie ławą ruszyli do przodu, krzycząc przeraźliwie. Zbliżyli się do drewnianego pomostu. Ludzki strumień był jednak zbyt szeroki, aby się w nim pomieścić. Esesmani otworzyli ogień. Pędzący zaczęli padać. Rozległ się głuchy tupot nóg po deskach rampy. […] Pierwsi Żydzi wpadli do wagonu. Niemcy przy drzwiach odliczali ich. Po liczbie „sto czterdzieści” esesman zawył „Halt!” i dwukrotnie strzelił. […]
Wedle wojskowych regulaminów wagon towarowy przeznaczony był na osiem koni lub czterdziestu żołnierzy w transporcie. Upychając ludzi na siłę i bez jakiegokolwiek bagażu, można było pomieścić w wagonie sto osób. Niemcy wydali rozkaz pakowania po stu trzydziestu, ale jeszcze dopychali dodatkową dziesiątkę. Gdy drzwi nie chciały się zamknąć, tłukli na oślep kolbami, strzelali do środka wagonu, wrzeszczeli na nieszczęsnych Żydów. Ci, aby zrobić miejsce dla nowych, wspinali się na ramiona i głowy już znajdujących się wewnątrz . Z głębi wagonu dochodził jakiś potępieńczy ryk i wycie.
[…] strażnicy przystąpili do zamykania drzwi. Były ciężkie, wykonane z drewna obitego żelazem. Miażdżyły wystające na zewnątrz kończyny wśród wrzasków bólu. Po zasunięciu drzwi zabezpieczano żelazną sztabą i ryglowano.
Przed załadunkiem na podłogę wagonów sypano warstwę niegaszonego wapna. Oficjalnie był to zabieg higieniczny. Chodziło o nierozprzestrzenianie się chorób zakaźnych. W praktyce wapno gwałtownie absorbowało wilgoć z powietrza. Spadała zawartość tlenu i ludzie zaczynali się dusić. Równocześnie wapno w kontakcie z ludzkimi odchodami wydzielało trujące substancje, między innymi chlor. Ten zaś dusił stłoczonych więźniów. […]
Czasami od polskich kolejarzy docierały informacje, że takie wagony z Żydami stały na bocznicach kilka dni. Po otwarciu znajdowano w nich same trupy.
Procedura załadunku powtarzała się wielokrotnie. […] Na obozowym placu pozostali zabici i konający. Strażnicy przechadzali się wolnym krokiem i dobijali ich strzałami w głowę. Wkrótce zapanowała cisza. Nikt nie żył. Pociągu nie było już widać. W drodze do obozu były następne. […]
J. KARSKI, TAJNE PAŃSTWO, WARSZAWA 2004, S. 260-262.